loadingimg

Wczytuję dane...
  • Zarejestruj

Logowanie za pomocą kont zewnętrznych:

0.00 PLN
  ( 0 )
  • Szukaj
szt. na kwotę 0.00 PLN
Co to znaczy niedosłyszeć? Jakość życia a niedosłuch.
  • Co to znaczy niedosłyszeć? Jakość życia a niedosłuch.
  •   Dziś w blogu przytoczymy artykuł ze współpracującej z nami strony.
    W okresie zbliżających się świąt chcemy/ potrzebujemy/ szukamy/ cieszymy się spotkań rodzinnych.

    Takie małe szczęścia, z których składa się życie tak samo nasze jak i osoby niedosłyszącej.
    Pragnienia mamy te same.

     

     

    "Jakość życia a ubytek słuchu - felieton"

    Chciałam napisać dobry, ciekawy felieton na temat jakości życia osób z ubytkiem słuchu. Naprawdę! Pytałam ludzi o to, co wpływa na podniesienie jakości ich życia. Szybko odpowiadali: pieniądze. Gdy pytałam dlaczego, mówili, że mogliby mieć wtedy wszystko. Pytałam więc, czym jest to wszystko. Mówili szablonowo: dom, samochód, działka gdzieś nad wodą, czy w górach.  Czegoś jednak wciąż nam brakowało. Szukałam więc dalej. W internecie, prasie specjalistycznej, w książkach. Efekt? Znalazłam dane statystyczne, opinie psychologów, złowieszcze wizje przyszłości (bo przecież skoro „społeczeństwo się starzeje” to co dobrego z tego może wyniknąć?). Znalazłam informacje, na których mogłam się oprzeć, miałam wszystko czego, jak myślałam, potrzebowałam. Dlaczego więc to całe pisanie mi „nie szło”? W końcu jak u „pomysłowego Dobromira” - przyszło olśniło. Szukałam nie tam gdzie trzeba. Bo przecież ile życia może być w danych statystycznych i w obliczeniach matematycznych. Ile prawdy w przepowiedniach ekonomistów? Tak więc pal licho. Na pewno nie będzie to tekst na miarę prac psychologicznych, na pewno też nie wszystkim przypadnie do gustu. Za to na pewno będzie żywy i prawdziwy. Prawdziwy, ponieważ mówiący o tym, co w pracy protetyka słuchu najtrudniejsze, ale zarazem najbardziej satysfakcjonujące. O ludziach takich jak my wszyscy i o tym jakie korzyści odniosły te osoby, które miałam okazję spotkać w swojej pracy.

     

    Pani M. z Mazowsza
    Wiek 55 lat. Zawód: nauczycielka. 
    Przyszła z powodu konieczności odbycia badań okresowych. Podczas wywiadu mówiła:
    - Generalnie to nie mam kłopotów ze słuchem. Czasami tylko, jak młodzież coś mówi, to ich nie rozumiem. Ale kto rozumie młodych? Zawsze mówią szybko i niewyraźnie. Na moje pytanie, jak się w takim układzie Pani pracuje odpowiedziała:
    - Ciężko. Trudno jest mi nawiązać kontakt z uczniami. Mam wrażenie, jakby oni uważali mnie za „niepełnosprawną, mało inteligentną”.  Za moimi plecami często się ze mnie śmieją. Wiadomo, że dzieci bywają bezwzględne. Zastanawiam się, czy nie przejść na emeryturę.

    Po badaniu okazało się, że Pani M. lekko niedosłyszy na wysokich częstotliwościach. Choć z wahaniem, to zdecydowała się na zakup małego wewnątrzusznego aparatu. Nie chciała, by ktoś się dowiedział, że potrzebuje takiego wsparcia. Przecież jeszcze jest za młoda na aparat. 
    Po kilku miesiącach przyszła na wizytę kontrolną. Aż budziło zdziwienie, że to ta sama osoba. Okazało się, że o emeryturze już nie myśli. Że za młoda była na to, by nie dosłyszeć. Mówiła: 
    - Pierwsze dni były trudne. Myślałam, że i tak wszyscy wiedzą, że noszę aparat.  Dziwnie się na mnie patrzyli, a ja wciąż miałam wrażenie obcego ciała w uchu. Później okazało się, że tak patrzyli, ponieważ zauważyli, że zaczęłam słyszeć co mówią. Skończyło się podpowiadanie na sprawdzianach. Znów stałam się wymagająca, ale i  pewna siebie, spokojniejsza. Młodzież ma teraz do mnie większy szacunek. W tej chwili nie wiem, czy wiedzą, że wspomagam się aparatem, czy też nie. Ale już mnie to nie martwi. Ważne, że znów realizuję się w pracy i mogę robić to, co lubię.


    Pan J. z Lubuskiego 
    Wiek: 80 lat. Zawód: były żołnierz.

    Choć już na emeryturze i ciało czasami mu o tym przypomina, to duchem wciąż pozostaje żołnierzem. Pobudka wcześnie rano, porządki, śniadanie, spacer, zakupy, obiad, itd. Wszystko jak w zegarku. Zaplanowane, wykonane, następne zadanie. Jest tylko jeden problem. Nie słyszy dobrze. W wyniku czego we wszystkim musi mu towarzyszyć żona lub któreś z dzieci.
    - Jak trzeba iść do lekarza, to jedzie ze mną córka, żeby ktoś słyszał  jak te wszystkie leki zażywać.
    - Zakupy? Przecież Ty nie słyszysz jadącego samochodu! - denerwuje się żona.
    - Jak wnuki dzwonią to małżonka z nimi rozmawia i potem mi przekazuje, bo ja nie słyszę, co mówią w tej słuchawce... Nie, nie. Im to nie przeszkadza. Teraz czas, jak to mówią, zająć się mną... Przez pół życia uczono mnie jak dbać o bezpieczeństwo innych, drugie pół ja uczyłem młodych żołnierzy. A teraz trzeba zajmować się mną?

    Ponieważ Pan J. miał duży problem ze słyszeniem w obu uszach, to zdecydował się na zakup dwóch aparatów. Oczywiście Pan miał obawy. Przecież to tyle pieniędzy. Gdy się dowiedział, że będzie mógł zrezygnować topostanowił spróbować. Na wizytę kontrolą przyszedł już sam.

    - Pozwolili mi przyjść do Pani samemu. Wreszcie! Znów niezależny! U lekarza po leki jeszcze nie byłem, więc nie wiem jak będę słyszeć w gabinecie lekarskim, ale żaden samochód już mnie nie zaskakuje i proszę zobaczyć! Mam komórkę! Myślałem, że taki twardy ze mnie facet, ale jak słyszę głos wnuka w telefonie, to aż mi się płakać chce. Czasami czegoś tam jeszcze nie dosłyszę, albo nie zrozumiem. Mogę jednak teraz sam usłyszeć, jak się cieszy, mówiąc, że strzelił bramkę. No bo wie Pani. Czas mija i nie ma co ukrywać - mam swoje lata. Niektórych rzeczy już nigdy nie zrobię, ale przynajmniej nie jestem ciężarem dla rodziny. Chcę się cieszyć ich towarzystwem, a nie tylko się denerwować, że znów czują, iż powinni mi w czymś pomóc. Bo wcześniej tak trochę się wkurzałem...


    Pani M. z  Krakowa
    Wiek: 65 lat. Zawód: Księgowa. 

    Już na emeryturze, ale jak przychodzi czas rozliczania pitów, to wtedy sobie dorabia pomagając je wszystkim wypełnić. Mieszka sama. Mąż zmarł, dzieci się wyprowadziły. Dzień spędza w domu oglądając programy informacyjne i debaty. Dobrze wykształcona. Lubi rozrywki umysłowe. Kiedyś często chodziła do koleżanki na brydża, albo do kawiarni na rynku na czekoladę lub dobrą kawę. Znajome przychodziły do niej do domu po porady. Przyszła na badania, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że niedosłyszy. Zapewne odziedziczyła to po ojcu, który też dosyć szybko zaczął tracić wyrazistość słyszenia. 
    - Nie chcę mieć byle czego. Chcę porządny aparat, żeby lepiej słyszeć co mówią inni, chcę również, aby ten sprzęt jakoś wyglądał a najlepiej żeby nie było go widać. 
    Tak też się stało. Pani M. dokładnie wiedziała czego chce, wcześniej przygotowała się do wizyty, więc też sporo wiedziała na temat aparatów. Ale ponieważ bała się popełnić błąd, to zadawała bardzo dużo pytań. Ciężko było nam wypracować kompromis pomiędzy tym, co  Pani M. chciałaby mieć, a tym, co faktycznie mogła stosować. Na domiar złego, prawie w ogóle się nie uśmiechała, więc miałam wątpliwości, czy jest zadowolona, czy też nie. W końcu udało nam się coś wybrać. Pamiętam, że Pani  M. nie była pewna tego naszego kompromisu. Wątpiła w to, czy zakup aparatu faktycznie poprawi jej słyszenie. Gdy przyszła na wizytę kontrolną, musiałyśmy wprowadzić kilka poprawek. Jak to Pani M.  powiedziała: 
    - Nie jest to idealne rozwiązanie. Będziemy musiały jeszcze przestawić aparat, ale przynajmniej teraz wiem, że niczego nie palnę. Zakładam go tylko wtedy, gdy ktoś do mnie przychodzi, albo gdy mam umówione jakieś spotkanie. Wcześniej przekręcałam czyjeś słowa i odpowiadałam na pytania, które wydawało mi się, że padły. Koleżanki przy stole patrzyły na mnie dziwnie i przestawały pytać o to, co myślę. No to ja, żeby nie zostać skrytykowaną lub wyśmianą, też o nic nie pytałam. Teraz znów czuję się potrzebna. Zadają mi pytania, opowiadają, a ja po prostu słucham. Wie Pani, jak to jest w przyjaźni? Czasami wystarczy wysłuchać.  


    Pan L. z Zachodniopomorskiego
    Wiek: 70 lat.  Zawód: mechanik samochodowy. 

    Ale raczej realizował się jako kierowca. 
    Bardzo pozytywny charakter. W centrum uwagi, zawsze uśmiechnięty, wszędzie go pełno. Dziś już wszyscy go znają, a gdy pojawia się w  naszym gabinecie to również inni klienci od razu się uśmiechają. Jedni z aprobatą, inni z niepewnością (bo przecież jak dobry można mieć „dobry humor”?). Przyszedł, bo żona krzyczy, że telewizor za głośno wyje i żartuje z niego, gdy przekręca słowa. Jego też to na początku bawiło. Czy kupi aparat? Jeżeli trzeba, to tak. Było tylko jedno małe „ale”. Nie był przekonany tak naprawdę do czego mu te aparaty. 
    - By lepiej słyszeć ten telewizor i żonie nie przeszkadzać? Mi też nie jest miło, gdy ona sobie ze mnie czasami nieładnie zażartuje. 
    Gdy przyszedł na kontrolę okazało się, że aparaty nosi tylko wtedy, gdy już żona nie wytrzymuje i grozi, że wyjedzie do dzieci.

    Wreszcie po kilku tygodniach okazało się, że jest coś ważniejszego od telewizora i nawet od wszystkich ludzi wokół - ryby. Pan L. od dzieciństwa łowi ryby. Wyprawy te pozwalały mu naładować akumulatory, wyciszyć się i odpocząć. Okazało się, że związek wędkarski, do którego Pan L. należał, zorganizował zawody. Po namowach żony założył aparaty z przekonaniem, że zaraz po zarzuceniu wędki zdejmie je i schowa do kieszeni. Na miejscu jednak okazało się, że gdzieś tam plusk wody ogłosił wszem i wobec że szczupak żeruje. O innej porze dnia, inny plusk wody mówił, że ryby polują na muszki. I wszystko to wśród szumiących drzew, płynącej Odry, śpiewających ptaków oraz… wesołych, słyszanych  gdzieś z oddali, śmiechów innych wędkarzy. Ale to się nie liczy, bo oni przyjechali „na ryby”  (wędkarze i ich najbliżsi wiedzą  o czym mówię). Gdy dodać do tego fakt, że przyszło Panu L. dzielić stanowisko z początkującym wędkarzem, który nie odróżniał tychże przeróżnych plusków wody i można było się wiedzą tajemną pochwalić, nie było już mocnych. Aparaty zostały na uszach. 

    Cztery różne, aczkolwiek zadowolone z życia, osoby. Skąd to ich szczęście? Co wpłynęło na jakość ich życia? Na pewno nie fakt, że kupili aparaty lub audiochipy. Nie była to też wygrana w totolotka. Czerpali radość z drobnych przyjemności. Takich, których się nie ceni, dopóki nie znikną. Dla jednych będzie to możliwość uprawiania sportu, hobby i rozwijania się. Dla innych śmiech wnuków i poczucie, że jest się potrzebnym. Dla jeszcze innych potrzeba bycia akceptowanym i ważnym dla kogoś bliskiego. I chyba o to w tym wszystkim chodzi. O detale. Bo przecież, ile razy w życiu trafią nam się wielkie wydarzenia? Wygrana w lotka, narodziny dziecka, ślub? Cały sens w tym, by potrafić się cieszyć drobiazgami: możliwością picia kawy przy śpiewie ptaków, telefonem od wnuka, bezpiecznym i swobodnym poruszaniem się po ulicy, słyszeniem „dzień dobry” wypowiedzianym przez sąsiada. Może więc warto jeszcze ten jeden raz odważyć się, by potem nie czuć się skrępowanym już nigdy więcej? Może jednak warto komuś zaufać i dać się wprowadzić w świat tych małych przyjemności? 
    Drodzy czytelnicy. Opiszcie nam swoje przeżycia. Podzielcie się swoim doświadczeniem lub napiszcie o obawach. Pozwólcie nam zainspirować Was oraz innych potrzebujących wsparcia i mających chęć poprawić swoją jakość życia. W następnym numerze skupimy się na technologii audiochipów. Co potrafią i kiedy nam się przydadzą.

     

    Źródło:

    http://www.audiochip.pl/index.php?option=com_content&view;=article&id;=112:jako-ycia-a-ubytek-suchu-felieton&catid;=47:numer-3&Itemid;=98


    A jeśli chcesz usłyszeć jak to brzmi, zapraszamy na nasz kanał na youtube:

    https://www.youtube.com/watch?v=2FB_ScLCbdA 

2014-12-02 10:30:00

<iframe src="//www.facebook.com/plugins/likebox.php?href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fsluch.net&width=590&height=427&colorscheme=light&show_faces=false&header=true&stream=true&show_border=true" scrolling="no" frameborder="0" style="border:none; overflow:hidden; width:590px; height:427px;" allowTransparency="true"></iframe>